VI-edycja-2012

 

Protokół jury

oceniającego autorskie zestawy wierszy nadesłane

do VI edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego

im. Wacława Iwaniuka

Chełm – Siedliszcze 2012

 

Komisja oceniająca w składzie:

  1. 1.Bożena Fornek – instruktor literatury w Zamojskim Domu Kultury w Zamościu,
  2. 2.Teresa Kurzępa – dr nauk humanistycznych, polonista I LO im. S. Czarnieckiego w Chełmie,
  3. 3.Henryk Radej – polonista, literat, publicysta – przewodniczący komisji

przyjęła do oceny 22 zestawy wierszy poetów polskich, które nadesłano na konkurs. Ocenie poddano 16 zestawów, ponieważ 6 innych nie spełniało wymogów formalnych regulaminu konkursu (brak godła, nośnika elektronicznego lub koperty z danymi autora).

Do ścisłej czołówki autorów nominowanych do nagrody głównej zakwalifikowane zostały tekstów autorów o następujących godłach i tytułach zestawów:

  1. 1.Godło: Drezno – Trzęsienie ziemi,
  2. 2.Godło: Pasierb Kalijopy – metrem do wiersza,
  3. 3.Godło: Sagittarius – tutaj wszystko jest nowe…,
  4. 4.Godło: Semantyka srebra – Południe o barwie marengo,
  5. 5.Godło: Zabawa z cieniem – to – tylko – to,
  6. 6.Godło: Wyżyna – Wycieczka.

Wymienione zestawy poddano ponownej ocenie artystycznej oraz kontekstowo-literackiej. Po wymianie opinii oraz not oceniających jury zdecydowało, że nagrodę główną – a jest nią: medal pamiątkowy konkursu, druk nagrodzonego tomiku poetyckiego ufundowany przez Urząd Gminy w Siedliszczu oraz 100 tzw. egzemplarzy autorskich otrzymuje:

autor zestawu ukrytego pod godłem „Semantyka srebra”

oraz tomiku poetyckiego Południe o barwie marengo

- a jest nim Pani Anna Piliszewska z Wieliczki.

Pozostali uczestnicy konkursu otrzymują pamiątkowe dyplomy i publikacje związane z Wacławem Iwaniukiem – patronem konkursu. Ponadto wybrane wiersze niektórych autorów opublikowane zostaną w Piśmie Literacko-Artystycznym „Egeria”.

 


Laureatka 
VI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego
im. Wacława Iwaniuka Siedliszcze 2012

anna piliszewska

Anna Piliszewska, urodzona 24 listopada 1966 roku w Krakowie, mieszka w Wieliczce. Interesuje się literaturą, filozofią, historią starożytną, malarstwem oraz muzyką klasyczną. Autorka tomików: Perszerony jesiennePrywatna korespondencja oraz Dziejba człowiecza.

(z protokołu jury VI edycji Konkursu)

Autorka tomiku wierszy „Południe o barwie marengo” podejmuje w nim tematykę głęboko zanurzoną w realiach współczesności, różnorodną, wydawałoby się eklektyczną i nic dziwnego, bo takie właśnie jest życie. W lirykach z dezaprobatą wypowiada się o naszej cywilizacji, penetruje przestrzenie ‘obskurnych zakątków’, które przeoczył Bóg, wyraża niezgodę na świat, w który wpisane są ‘gnomy szperające w jamach śmietnika’ czy „dantejskie kręgi piekła”. A wszystko to zobrazowane, sycące zmysły z odniesieniami do epok minionych w skontrastowanym dialogu odwiecznych bohaterów z podmiotem lirycznym. Obrazy takich wierszy jak: „zielona herbata”, „po godzinach”, „manekiny” czy „Himilsbach” na długo pozostają w pamięci czytelnika po ich lekturze i projekcji wirtualnej. Wiersz otwierający tomik nawiązuje do motywu poety wygnanego. Autor (o pseudonimie „Semantyka srebra”) przywołuje więc słowa Platona: Poetów – fascynatorów (…) wyświecimy z naszego Miasta i echo tych słów powtórzone zostaje po stuleciach, i doświadczone przez Aleksandra Wata.
Anna Piliszewska to poetka-kolorystka wykorzystująca bogactwo tropów stylistycznych, aluzji literackich, ironii; oddziałując na zmysły (stosując m.in. synestezję) przenosi czytelnika w różnorodne plany przestrzenne i czasowe. Zmusza do wysiłku intelektualnego, osadzając swą twórczość w szerokich kontekstach kulturowych. Autorka w zamierzony i niezwykle sprawny sposób stosuje poetykę przesytu na poziomie leksyki i obrazowania. Wykorzystuje motywy oniryczne, wędrowne, przemijania prowadzące wprost do tematów egzystencjalnych o zabarwieniu eschatologicznym i autotematycznym.
Autorka - z zasady - prawie nie używa w wierszach wielkich liter, które mogłyby przytłoczyć wiele ujawniających się w nich znaczeń, także zapisanych kompozycji - wręcz malarskich (jak bańka powietrza wypuszczona przez rybę uniosła na chwile powierzchnię wody). Nawiązanie do literackich bohaterów, filozofów (Platon, Kierkegaard, Nietzche), pisarzy (Wat, Bułhakow, Dante, Schulz) jest podyktowane autonomicznym widzeniem podmiotu liryznego zbiorku poezji „Południe o barwie marengo”. W zestawie wyróżniają się wiersze inspirowane obrazami malarskimi znanych mistrzów. Są to: „burłacy na Wołdze pędzla mistrza Riepina”, „La Infanta Dona Margarita Diego Velazqueza”, „Parabola o ślepcach według mistrza Bruegela” i „widząca – według C. D. Friedricha Kobieta w oknie”.

Mając na uwadze zamiłowanie do sztuk plastycznych – zwłaszcza do malarstwa impresjonistów z paryskiej galerii d’Orsay – patrona konkursu, wiersze zestawu „Południe o barwie marengo” znakomicie korespondują z motywami i sztukę poetycką Wacława Iwaniuka. Szaro-czarna z jasnymi cętkami - taka jest kolorystyka tkaniny marengo. W omawianym tomiku poetyckim Anny Piliszewskiej to kolorystyka zdecydowanie atrakcyjna.

Jury Konkursu:
Bożena Fornek – instruktor literatury w Zamojskim Domu Kultury w Zamościu,
Teresa Kurzępa – dr nauk humanistycznych, polonista I LO im. S. Czarnieckiego w Chełmie,
Henryk Radej – polonista, literat, publicysta – przewodniczący komisji.

 

południe o barwie marengo

Poetów – fascynatorów (…) wyświecimy z naszego Miasta.

Platon, Republika

Platon kazał nas wyświecić / z Miasta. (…)

Mrok zapada i Minerwa / śle sowy do Wyroczni.

A. Wat, Ciemne świecidło

 

więc wyświeceni z Miasta ruszyliśmy w południe

o zapachu marengo, przeklinając

Platona, pchły i bąble na stopach, i wszędobylski kurz,

niosąc swój sen we włosach, jak się niesie przypowieść.

 

wiało. wyciekał rdzą

pierwszy, kulawy promień

z pękniętego owocu – siwo czarne świecidło:

rośliny i zwierzęta nabierały pozorów

pokracznych – rozwarły się bestiariusze, pergaminy kodeksów

– wydęły grzbiety linii, krzywizn i przedmiotów.

 

wszystko stało się bardziej

ptasie, ostre, upiorne – ktoś się musiał obejrzeć,

sypnąć piaskiem i wodą.

sowie echo wyroczni, a za plecami szklarz

szklił z precyzją pająka.

 

nie ocalał manuskrypt.

gniew i rozpacz. przekleństwo. bunt zelówek

przetartych do krwi…

 

ptacy

zawróciła się miedziana rzeka

w oniryczną stronę – bosi malcy pobiegli

z gwizdem w szorstkich gardłach

strząsać gniazda potrzosów.

ich bracia wypalali suche trawy na stokach;

marzyli o tytoniu i o nagich infantkach –

nie czytali Dantego, jednak sprytnie odgadli

dantejskie kręgi piekła. dym dryfował spiralnie. sen

jak czarna purchawka. grzmiało, chrzęściły łachy

w zakurzonych pudełkach, materace z sitowia.

 

a siostry malowały bladą, pergaminową

skórę, już wystawioną na liźnięcia gorąca. rosła

rana i z uda jad skapywał zielono. w noce lepkie jak białko

jaj strąconych procami

coś stukało skrzydłami, dziobami potrzosów:

ptacy,

ptacy to?,

ptacy…?

 

 

manekiny

Dawne, mistyczne plemiona balsamowały swych umarłych. W ściany

ich były wprawione, wmurowane ciała, twarze; w salonie stał ojciec –

wypchany, wygarbowana żona nieboszczka była dywanem pod stołem.

B. Schulz, Traktat o manekinach

 

rozkręcały się czarne

serpentyny schodów, lakier pękał i pryskał,

ogromniały zygzaki

żelaznych balustrad; puchły rdzawym nalotem. czas

rozszczepiał się, kipiał.

 

przycupnięte sklepiki barwy cynamonu kołysały się

w sobie. wrosłe w ściany figury – nadęte matrony,

poczet rajców, subiektów,

pokrywał mechaty kurz. rozpalone

 

spirale illegalnych wieczorów. smutek

żywej materii i pałuby w salonie. oddychania

kredensów, nakaslików i szuflad… manekiny –

świadkowie przemiany demiurga: ojciec

 

błyskał chityną. przez weneckie lustro

podglądałem, jak wsuwał się w szpary podłogi – przestrzeń

długo trzeszczała, nim nabrzmiała

i pękła…

 

parabola o ślepcach według mistrza Bruegela

„… ślepy prowadzi ślepego, obydwaj w dół wpadną”

Mt. 15, 14

 

kroczą nieubłaganie – nie marszczy się strumień a irys pojedynczy

ani drgnie

w tafli wody – spójrzcie na tę strzelistość wieżycy kościoła

spójrzcie na ten ich chód!

 

jest ich sześciu – zgadnijcie

których dwóch wykroiłem

z przypowieści Chrystusa – nie zgadujcie co czułem

gdym ich musiał pomnożyć

 

idą oto –

pchły ślepe spróchniałej epoki

poprzez Pede Sainte Anne – już pstryknąłem

w nich palcem jak w kręgle – jednak nie myślą

runąć – wpław przepłyną

 

eony – zakrzykniecie żem skleił wszystkich

w jednej istocie i że jestem

szaleńcem

 

i nie będzie wam lżej

gdy miniecie a oni

przetrwają

 

realistyczni w twardym niedokończonym

upadaniu

z owym bielmem na oku

z rumieńczykiem idiotów